piątek, listopada 21, 2014

Domowy czy kupny syrop. Syrop z pigwowca (cytrynka saharyjska) i szalotek.

Bardzo rzadko na tym blogu uzewnętrzniam się. Podaje porady, przepisy, zdjęcia... Ale nie nakłaniam :) Dziś będzie nieco inaczej, bo oprócz przepisu na konkretny syrop, chcę przekazać Wam też troszkę swojej wiedzy na temat domowych i kupnych syropów i zmobilizować do własnych poczynań w kierunku domowych lekarstw :)

Swoim dzieciom od maleńkości wpajam, że to co jest domowe, jest lepsze niż kupne. Karmiłam maluszki staranie ucieranymi warzywami, które hodowała moja mama. Wybierałam najlepszej jakości mięsa, szynki. Kupuje zawsze te najzdrowsze produkty, rezygnując z chociażby zwykłych owocowych jogurtów na rzecz jogurtu naturalnego i owoców. Robię mnóstwo kompotów, którymi moje pociechy się zachwycają. Ale do nie dawna nie zwracałam uwagi na to, co jest w syropach.

Nie mówię tu o ziołowych syropach, o czysto ziołowych. Bo wiadomo, że one są bardzo zdrowe. Ale w naszych domowych apteczkach mieści się sporo różności. Kupujemy bo lekarz przepisał, nie zastanawiając się nad składem. Bo i po co? Przecież oni wiedzą co robią.

Otóż nie zawsze jest tak ładnie i pięknie. Syropy posiadają takie składniki jak etanol, różnorodne cukry, barwniki spożywcze takie jak na przykład żółcień pomarańczowa (po co w syropie barwniki do tego bardzo szkodliwe?), sztuczne aromaty i wiele wiele innych substancji, które nie powinny się tam znaleźć. Zachęcam dlatego Was do czytania etykiet. Macie prawo do wyboru czym chcecie poić swoje Skarby. Spójrzcie też na skutki uboczne podawanego syropu, które są opisane na ulotce: wymioty, biegunka, czasem drgawki... To ja się pytam, od czego? 

A data ważności? Otwierasz dziś, a syrop może stać i stać, dopóki data ważności na opakowaniu nie minie. Rok, dwa, trzy lata... No luksus! Ale jakim kosztem?

A może warto pomyśleć o syropach domowej roboty? Jest przecież mnóstwo propozycji na blogach, stronach internetowych czy forach.



Syrop z cebuli. Zmora mojego dzieciństwa. Ale jakże zdrowa zmora. Zmodyfikowałam przepis który posiadała moja mama. Zwykłą cebulę zastąpiłam cebulkami szalotkami. Są one najdelikatniejsze wśród tych warzyw. Są słodsze, łagodniejsze ale jednocześnie bardzo zdrowe.
Cytrynę natomiast zastąpiłam pigwowcem japońskim ( potocznie nazwanym cytrynką saharyjską). Jest on dużo bardziej intensywny w smaku, bardziej aromatyczny - dzięki czemu zdominował smak cebuli. Ma 7 razy więcej witaminy C niż zwykła cytryna! Dołożyłam miodu i cukru naturalnego. Dzieci jednogłośnie stwierdziły, że syrop jest "PYCHA".
O właściwościach leczniczych tych produktów można napisać długie wypracowanie. Syrop podniesie odporność, wspomoże produkcję czerwonych krwinek, załagodzi podrażnienia gardła dzięki działaniu antybakteryjnemu, oraz pomoże przy uporczywym kaszlu. Spełni też swoją rolę w odbudowaniu komórek odpornościowych, jednocześnie skracając czas rwania infekcji. 
Syrop pobudzi też apetyt dzięki zawartości pigwowca.
Jeżeli mamy do czynienia ze zwykłym przeziębieniem to jak najbardziej możemy korzystać z tego syropu! Jednak nie leczmy nim poważniejszych chorób układu oddechowego, jedynie wspomagamy.

Składniki:
100 g cebulek szalotek
2-3 sztuki pigwowca japońskiego
łyżka miodu lipowego
3/4 szklanki cukru
WYKONANIE:
Cebulę obrać, pokroić tak aby powstały krążki. Pigwowca obrać ze skórki, przeciąć na pół, usunąć gniazda nasienne i drobniutko pokroić. Składniki włożyć do słoiczka, dodać łyżkę miodu i zasypać cukrem. Zamknąć. Odstawić na 8 - 12 godzin w ciepłe miejsce. Po tym czasie syrop powinien być już gotowy. Można odlać czysty syrop od składników.
Podawać 3 razy dziennie po łyżeczce 5 ml dzieciom od 1 roku życia. Ale dorośli oczywiście jak najbardziej mogą się nim raczyć jednak już nie po łyżeczce a po łyżce. Przechowywać w lodówce maksymalnie przez 1 tydzień.
Na koniec jeszcze mała sugestia - proszę nie mylić pigwowca z pigwą. To dwa różne owoce.

                         


Serdecznie polecam!
Pozdrawiam cieplutko.
Kasia Rzepecka.


2 komentarze:

  1. Dałaś mi do myslenia, przejrzałam wszystkie syropy - masz rację! Sporo ma wiele chemi... Składniki zasypalam cukrem, teraz czekam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Super! Czekam na końcowe wrażenia :)

    OdpowiedzUsuń

Ze względu na jakość treści - komentarze są moderowane. Jeżeli jesteś na "Poezja Smaków" pierwszy raz, to zapraszam do przejrzenia strony głównej bloga, mam nadzieję, że znajdziesz coś więcej dla siebie :-)

Copyright © 2016 Poezja Smaków